wtorek, 31 października 2017

Tony Moly I'm Real, Pomegranate Mask Sheet

Tony Moly I'm Real, Pomegranate Mask Sheet

     Jak widać, najsprawniej idzie mi zużywanie maseczek tony moly z serii i'm real. Tym razem padło na wersję pomegrante - elesticity, czyli maseczkę z ekstraktem z granatu, która ma zapewnić elastyczność i jędrność naszej skórze. Ogólnie na temat tych maseczek mam bardzo mieszane uczucia, jedne sprawdzają mi się super, innej mniej. Jak już kiedyś pisałam, u nas te maski są niestety dość drogie, można je znaleźć w przedziale cenowym 9-20zł, ja kupiłam cały zestaw na ebayu, więc nie przepłaciłam.


          Z tej maseczki jestem zadowolona, ale nie przyniosła aż tak fajnego efektu jak wersja ryżowa o której przeczytacie >tutaj<. O opakowaniu nie będę się kolejny raz rozpisywać, jest wygodne, łatwe do otwarcia nawet bez nożyczek. Oprócz tego jest też ogromne i cały zestaw niestety zajmuje sporo miejsca w zapasach :P. Płachta jest dobrze przycięta, nie spływa z buzi, jest bardzo dobrze nasączona, a resztą esencji możemy potraktować ciało. Nie jest na tyle delikatna, że musimy uważać, żeby jej nie rozerwać. Ogólnie nie mam jej nic do zarzucenia, jest po prostu porządna. Zapach esencja ma przyjemny, ale nijak ma się do granatu.

      Maskę jak zwykle trzymałam dłużej niż zaleca producent, przytrzymałam ją prawie do wyschnięcia, a efekty były.. zadowalające. Buzia była nawilżona, odświeżona, faktycznie trochę ujędrniona, ale wiadomo, że przy maseczce jest to efekt raczej jednorazowy. Po jednej masce skóra diametralnie się nie zmieni, więc należy je stosować regularnie. Na jakieś zaczerwienienia nie zadziała praktycznie wcale, ani nie polepszyła, ani nie pogorszyła ich stanu. Maseczki z tej serii zostawiają na buzi lepką warstwę, ale mi to nie przeszkadza, bo maseczek nie robię przed wyjściem. :) Na jakiś czas zostawiam to na buzi, co wydaje mi się, że jeszcze przedłuża działanie kosmetyku, a potem zmywam. Jestem z niej zadowolona, bo zapłaciłam za nią grosze! Ogromnym plusem jest to, że wygodnie się ją nosi, nic nie brudzi, nie spływa, a do tego ładnie odżywia buzię. :) 

sobota, 28 października 2017

Kringle candle, fireside

Kringle candle, fireside

     Jesień pełną parą, więc sezon świeczkowy u mnie rozkręcił się na dobre. Prawie codziennie coś pali się w moim kominku, roznosząc przepiękne, ale nie tylko jesienne zapachy. Muszę przyznać, że dzięki akcji promocyjnej kringla, mocno zainteresowałam się ich produktami. Kiedyś je omijałam i zawsze sięgałam po yankee candle, a teraz moja wish lista zapachów się powiększa. Tym razem daylight, który dostałam w prezencie. Daylight jest o tyle fajniejszy od wosku, że nie trzeba bawić się z jego wycinaniem i wyciąganiem, a do tego nie trzeba czyścić kominka. Na początku pomyślałam sobie, kurcze.. fireside.. jak można lubić zapach dymu, co w tym fajnego?

    Na sucho daylight pachnie średnio, natomiast po odpaleniu jest już bardzo intensywny i szybciutko rozchodzi się w pomieszczeniu. Ciężko mi opisać ten zapach, kojarzy mi się z jakimiś owocami z lekką nutą dymu w tle. Na szczęście ten dym nie bierze góry i tylko ładnie podbija zapach. Idealnie pasują mi tutaj nuty suszonych owoców ze szczyptą cynamonu i cukru, w tle zapach dymu. Zapach jest idealny, jesienny, jest świetną alternatywą dla otulaczy, które tak wszyscy kochają. Cieszę się, że miałam okazję przetestować ten daylight, bo to przynosi kolejną zmianę w moich przyzwyczajeniach, teraz nie tylko woski yankee candle mam na oku, ale też woski i daylighty kringl'a! Myślę, że w przyszłości jeszcze po niego sięgnę, bo bardzo się polubiliśmy! :) 

Zapraszam na mojego blogowego instagrama, gdzie na bieżąco informuję was o nowościach i dorzucam trochę więcej :) klik >tutaj<

poniedziałek, 23 października 2017

Bruce Cameron, Był sobie pies

Bruce Cameron, Był sobie pies
 
    Dzisiaj książkowa recenzja, tym razem coś co spodoba się raczej każdemu! :) Zacznę od tego, że książka wygląda świetnie i przyciągnęła mnie oczywiście okładką i hasłem "Ten świat jest naprawdę pomeradny!" Książka długo nie chodziła z listy bestsellerów "the new york times" a także doczekała się ekranizacji.*bez spojerów*

"Wszystkie psy idą do nieba... chyba, że mają niedokończone sprawy na ziemi"



     Książka od samego początku mocno mnie zaskoczyła, ponieważ jest pisana z perspektywy psa, poznajemy jego pierwsze odruchy, wyjaśniają się niektóre zachowania. Cała opowieść zachowana jest w humorystyczny tonie, ale jej przesłanie jest bardzo głębokie. Barley, to psiak, którego poznajemy i towarzyszymy mu, przez całe jego psie życie. Sam on, odkrywa, co jest priorytetem w jego życiu. Nie chcę za bardzo zdradzać o co chodzi, ale muszę przyznać, że książka wywołała u mnie wiele emocji. Nie jestem typową psiarą i zazwyczaj wolę koty, ale ta książka doprowadziła mnie do łez, a zarazem sprawiała, że uśmiecham się sama do siebie. Napisana bardzo przyjemnie, leciutko i dość szybko się ją czyta. Moim zdaniem spokojnie trafi do każdego odbiorcy, nawet tego nastoletniego, a może... w szczególności do niego :)
     Lekka, pełna humoru i wzruszeń historia kochanego psiaka, który odkrywa świat u boku kochających go ludzi. Czy spełni swoje zadanie? :) Skuście się i przeczytajcie! Koniecznie! Książka nie tylko dla psiar :).

Zapraszam na mojego blogowego instagrama, gdzie na bieżąco informuję was o nowościach i dorzucam trochę więcej :) klik >tutaj<

niedziela, 22 października 2017

Krem de la krem, najpiękniejsze zamówienia internetowe

Krem de la krem, najpiękniejsze zamówienia internetowe

   Ostatnio w sklepie www.kremdelakrem.pl obowiązywała darmowa wysyłka. Wiadomo, że takiej okazji ciężko się oprzeć, szczególnie, że asortyment i pięknie zapakowane zakupy kusiły od dawna. :)
   Nie chciałam za bardzo szaleć z zakupami, tak na prawdę zależało mi na jednej rzeczy. Na prawdę ciężko było na tym poprzestać, bo sklep kusił samymi naturalnymi markami.


    Zdecydowałam się na micelarną esencję rumiankową marki polny warkocz. >kupicie tutaj< Od dawna mi się ona marzyła, nie widziałam jej nigdzie stacjonarnie, więc bez wahania złożyłam zamówienie. :) Wiadomo, jak to my sroki - głównie spodobało mi się jej opakowanie. Żeby nie było ono takie puste dorzuciłam do koszyka maseczkę cosnature z pomelo. >kupicie tutaj< Oba kosmetyki to dla mnie totalne nowości, nie miałam nawet do czynienia z tymi markami. Na pewno je przetestuję i opiszę je na blogu, ale teraz chciałam się skupić na sklepie, o zakupach następnym razem :)!


   Zakupy w tym sklepie to czysta przyjemność, po odebraniu mojej paczuszki z paczkomatu szybciutko ją otworzyłam! Całość utrzymana jest w kolorze zielonym - bardo podoba mi się ten pomysł, a tu jest wykonany po mistrzowsku. Zaczęło się od zielonej wstążki, zielone kulki wypełniające, zielone wizytówki, naklejki cuda! W paczuszce znalazła się piękna wizytówka z namiarami na social media i karteczka z napisem - uśmiechnij się. Do tego dostałam dwie próbki, mydła yope i kremu pod oczy cosnature. Do każdego zamówienia dorzucana jest sól do kąpieli, która pełni również funkcję saszetki zapachowej, przez co nasze zamówienie nie tylko pięknie wygląda, ale i pachnie. Obsługa klienta na najwyższym poziome, zamówienie internetowe jeszcze nigdy nie doszło do mnie tak pięknie zapakowane. :) Motyw przewodni w sklepie to - poczuj miętę do natury, w sklepie znajdziecie same naturalne marki, których cały czas przybywa. Z całego serca polecam sklep, ja już planuję następne zakupy! :)



*nie jest to wpis sponsorowany, 
po prostu musiałam przekazać swój zachwyt nad tym sklepem! :)

piątek, 20 października 2017

Yankee candle, Sea air

Yankee candle, Sea air

    Jesień pełną parą, a ja nadal testuje moje starocie z yankee candle. Wybór padł na sea air, czyli morski zapach, który marzył mi się od dawna. W końcu dorwałam go w super cenie, na miejscu, gdzie mogłam go powąchać. Na sucho zapach bardzo mi odpowiadał, niestety po rozpaleniu totalnie mnie rozczarował. Oczekiwałam świeżego powiewu morskiej, słonej bryzy wymieszanej z zapachem piasku i roślin.. :) Niestety... 

   Po rozpaleniu zapach rozniósł się w pokoju bardzo szybko, jest dość intensywny czego nie do końca się spodziewałam. Sam zapach według mnie nie ma nic z morskiej bryzy i moich marzeń o zapachu plaży i morza. Po chwili intensywnej próby wyłapania zapachu, niestety na myśl przychodziły mi tylko cytrynowe środki czystości. Strasznie się rozczarowałam, dawałam mu już dwa podejścia i niestety nie jest to moja bajka. Zapach bardzo intensywny, kwaśny i w żaden sposób nie przypominający morza :(. Pomimo tego, to tylko moja recenzja, a na temat tego zapachu czytałam wiele pozytywnych opinii.

A jak jest u was? Miałyście okazję go wąchać lub palić? :) 

środa, 18 października 2017

Mark face and body - kawowy peeling.

Mark face and body - kawowy peeling.

   Dzisiaj kolejna recenzja, tym razem padło na peeling kawowy. Przyznam szczerze, że długo kusiły mnie te wszystkie przepiękne peelingi, ale ostatecznie zostawałam przy tych domowej roboty. Niestety ceny drogeryjnych peelingów są dość wygórowane, a przecież domowy peeling kawowy to najprostsze DIY na świecie. Ten peeling zdobyłam w akcji promocyjnej MARK na facebooku, gdzie rozsyłali próbki. :) Niestety dla mnie trafiła mi się wersja kokosowa, a jest to jeden z niewielu zapachów, który ogromnie mi przeszkadza. Tak czy siak, spróbuję napisać swoje odczucia oprócz zapachu, bo przecież ważniejsze jest działanie.:)


     Peeling zamknięty jest w bardzo ładnie wyglądającym, minimalistycznym opakowaniu. Fajne jest to, że możliwe jest jego ponowne zamknięcie przez strunkę. Zaraz po otworzeniu uderza nas intensywny, kokosowy zapach. Peeling ma formę sypką, ale mokrą.. wiecie o co chodzi :P. Wystarczy nałożyć go na mokre ciało i wmasować. :) Jedyny minus peelingów kawowych jest chyba oczywisty - zawsze cała łazienka jest w kawie! O ile sam zapach jest genialny, to mycie całej łazienki już nie koniecznie. Peeling jest mega wydajny, wystarcza jego odrobinka na rozprowadzenie na sporej powierzchni ciała. Świetnie zdziera martwy naskórek i masuje naszą skórę.


    Ważne jest też to, że produkt nadaje się zarówno do buzi jak i do ciała, co czyni go wielofunkcyjnym. Świetnie ujędrnia ciało, nie od dziś wiadomo, że peelingi kawowe mają działanie antycellulitowe! Na buzi sprawdził się równie dobrze, ale nie polecam go do delikatnej cery, bo wiadomo, że jest on jednak dość mocny. Jedyna rzecz, która mi nie odpowiadała to zapach, jak już pisałam wcześniej. Intensywny kokosowy zapach, wymieszany z kawowym- to nie moja bajka i aż żałuję, że nie trafiła mi się wersja czekoladowa! Miałam jeszcze mieszane uczucia co do składu, bo znalazł się tam alkohol. Na szczęście peeling nie przesuszył mojej skóry, więc mu to wybaczam. Tak czy siak, ostatecznie przekonałam się, że peelingi kawowe warto też kupić. :)

Znacie? Lubicie? :) 

niedziela, 15 października 2017

Alterra, emulsja oczyszczająca - granat BIO.

Alterra, emulsja oczyszczająca - granat BIO.

      Alterra, to jedna z moich ulubionych marek dostępnych w rossmannie. Moim zdaniem są to naprawdę świetne kosmetyki, z naturalnymi (choć nie zawsze idealnymi) składami w super cenie. Testowałam już sporo ich produktów, teraz przyszedł czas na recenzję emulsji oczyszczającej z granatem. Zachęciła mnie do kupna składem, ceną, marką.. :) Ogólnie nie znalazłam w niej żadnej wady. :)


     Kupiłam ją na CND więc chyba jej już nie spotkamy, co bardzo mnie smuci :(. Emulsja odpowiednia jest do cery bardzo suchej, moja jest sucha i się polubiły. Kosmetyk zamknięty jest w wygodnej tubce, dość sporej, ma ona 125ml. Jest poręczna, zamykana na zatrzask, łatwo wydobywa się z niej produkt. Mocno mnie zdziwiło to, że sam żel jest biały, do tego bardzo ładnie, ale delikatnie pachnie. Ma idealną konsystencję, lekko kremową, nie za rzadką. Nie spływa z ręki i dobrze rozprowadza się go na buzi. Nie pieni się, tworzy taką warstewkę na buzi, ale pomimo tego dobrze się zmywa. Po dokładnym spłukaniu to uczucie znika. Z opakowania wynika, że można stosować to też jako mleczko - czyli nałożyć na buzię i zebrać za pomocą wacika.


      Jestem z tej emulsji bardzo zadowolona, kosztowała jakieś grosze a używam jej już chyba 2 lub 3  miesiąc, codziennie - więc jest naprawdę wydajna. Kolejny kosmetyk alterra, który mnie nie zaskoczył. Zaczynając od ciekawego składu, po super działanie. Emulsja zawiera BIO masło shea i aloes i olejek z pestek granatu. Jak widać, oprócz oczyszczenia, od razu nastawiona jest też na nawilżenie. Przepięknie pachnie, dobrze oczyszcza buzię (nie radzi sobie z makijażem, ale wiadomo, że nie jest to jej rolą). Łatwo ją domyć, nie pozostawia lepkiej warstwy, nie przesusza - skłoniłabym się w kierunku lekkiego nawilżenia - ale wiadomo, że bez szału. Nie podrażnia, nie powoduje wysypu! Jestem na tak! :) 

wtorek, 10 października 2017

Tony Moly, I'm real, Rice Mask Sheet

Tony Moly, I'm real, Rice Mask Sheet

     Dzisiaj przychodzę do was z recenzją kolejne maseczki w płachcie z serii Tony Moly I'm Real. Jeżeli jeszcze nie wiecie, to zamówiłam cały zestaw 11 wariantów na ebayu i teraz sobie je testuję. Ta jest trzecia z kolei, wcześniej była wersja makgeolli i brokułowa, obie spisały się średnio. Ryżowa w końcu mnie zachwyciła, bo szczerze powiem, że już się obawiałam, że te maseczki to buble. Jak się sprawdziła?


     Płaty tych maseczek są świetnie przycięte, nie są za małe, ani za duże, dobrze przylegają do buzi. Oprócz tego są dość grube, nie na tyle delikatne, że boimy się je rozłożyć, żeby nie rozerwać - tutaj śmiało można robić to normalnie :D. W opakowaniu zostaje zazwyczaj mnóstwo esencji, którą ja stosuję jako serum przez najbliższe dni, albo używam go na całe ciało, jak chcę się szybko pozbyć opakowania. Zapach był delikatny i przyjemny. Producent zaleca trzymać maseczkę na twarzy 20-30 minut. W moim przypadku zawsze trzymam je tak długo, jak mogę, do momentu aż nie wyschną.
     Po zdjęciu maseczki, skóra była wyraźnie odżywiona. Przebarwienia zostały rozjaśnione, buzia ładnie nabrała koloru a zaczerwienienia zniknęły. Oprócz tego była ładnie oczyszczona i nie przesuszona. Nie powstały żadne nowe krostki, nie było suchych skórek, żadne pieczenie nie występowało. Jestem bardzo zadowolona z efektu jaki daje ta maska.  Jedyny minusik jaki wynalazłam, to że maska zostawia lepką warstwę. Esencja nie do końca się wchłania. Ja nie mam jej tego za złe, nie robię maski przed nakładaniem makijażu, więc mi to nie przeszkadza, mam wrażenie, że jedynie przedłuża działanie. :)

Znacie tą serię? :) Jesteście zadowolone?

sobota, 7 października 2017

Pomocy! Moje włosy się przetłuszczają!

Pomocy! Moje włosy się przetłuszczają!

     Hej! Dziś przychodzę do was z jednym z najpopularniejszych problemów włosowych. Mianowicie przetłuszczanie. Wiem, że wiele z was ma problem z nadmiernym przetłuszczaniem się włosów. Część z was ratuje się suchymi szamponami, nie myśląc o przyczynie problemu, a jedynie próbując go chwilowo przykryć. Postaram się dzisiaj podejść do tego tematu na wiele stron, a na koniec i tak oczywiście możecie zadawać pytania! :D

Przyczyny!



     Przyczyn przetłuszczania się włosów może być wiele, tak na prawdę każdy z nas musi zaobserwować to indywidualnie i metodą prób i błędów dojść do sedna problemu. Muszę też dodać, że w skrajnych przypadkach, potrzebna będzie wizyta u lekarza. Najpierw warto zwrócić uwagę na swoją pielęgnację.

Co możesz robić źle:
  • Używanie szamponów z sls'em - ten mocny detergent, obecny w szamponach wysusza skórę głowy, co powoduje nadmierne przetłuszczanie. Działa to dokładnie jak ze skórą na buzi, przesuszona - wydziela dużo sebum.
  • Częste dotykanie skóry głowy - na dłoniach przenoszą się wszystkie brudy i bakterie, których skóra głowy nie lubi. Brudnymi łapkami buzi też nie dotykamy!
  • Nakładanie na skórę głowy odżywki, która nie powinny się tam znaleźć - nie wszystkie składniki, która są tolerowane na włosach, należy nakładać na skórę głowy. Zwróćcie na to uwagę - na maskach/odżywkach często pojawiają się informacje - rozprowadź na długości włosów - nikt nie mówi tu o skalpie :). Skóra głowy nie powinna mieć za dużej styczności z oblepiającymi silikonami.
  • Złe mycie/domywanie włosów -a właściwie skórę głowy. Włosy myć najlepiej głową w dół ponieważ wtedy najłatwiej nam dotrzeć do skóry głowy. Mocny szampon najlepiej rozcieńczyć i spienić a dopiero potem nanieść na włosy - czyli mycie metodą kubeczkową
  • Zawijanie włosów w turban - tworzy się wtedy sauna i zwiększa się produkcja łoju.
  • Zbyt częste używanie suchego szamponu - one niestety pogłębiają problem, bo przesuszają skórę głowy. 
  • Przesadna ilość kosmetyków - serum silikonowe, maski emolientowe - co za dużo to niezdrowo.

Agafia - mocny, O'herbal - średni, Sylveco - łagodny.

     Szampony z SLS'em to nadal temat na topie. Praktycznie każdy drogeryjny szampon zawiera ten składnik na początku składu. Z racji tego, że coraz głośniej jest o naturalnej pielęgnacji, to i szampony z SLS'ami powoli wypierane są przez te naturalne. Niestety niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że te pierwsze mogą być szkodliwe. Ja nie do końca zrezygnowałam jeszcze z tych szamponów, zdarza mi się ich czasem używać. Nie każda skóra głowy jest na tyle wrażliwa, że ten składnik od razu wywołuje problem - ale! może to być właśnie TA przyczyna. U mnie nie ma z tym najgorzej, mocno rozcieńczam szampon, wtedy skóra głowy go toleruje, ale dużo bardziej woli te łagodne. Pielęgnacja jest bardzo osobistym elementem i każdy z nas musi dobrać ją odpowiednio pod siebie. Jak? Wcześniej wspomnianą metodą prób i błędów :). Pamiętajcie, że nie tylko SLS jest tym złym detergentem. Producenci wykorzystując nieświadomość konsumentów walą na opakowaniach "bez SLS" a patrząc w skład na drugim miejscu znajdujemy SLES, który jest praktycznie tym samym.

Mocno oczyszczające:
  • Sodium Lauryl Sulfate (SLS)
  • Sodium Laureth Sulfate (SLES)
  • Sodium Coco/ Cococeth Sulfate (SCS)

Średnie:
  • Sodium Myreth Sulfate (SMS)
  • Sodium Phosphate Sulfate (SPS)

Delikatne: 
  • CocoGlucoside
  • Ccocamidopropyl Betaine
  • Cocoamphocetate 

      Dotykanie włosów, to chyba powód najmniej nagłośniony, a moim zdaniem równie ważny. Tak samo, jak nie dotykamy buzi brudnymi rękami, tak samo trzymajmy je z daleka od włosów. Pamiętajcie o higienie szczotki/grzebienia do włosów. Przecież na tym też zbiera się brud, oprócz zebrania ze szczotki włosów, trzeba ją też umyć! Tak samo ważna jest zmiana poszewki od poduszki, szczególnie gdy włosy myjemy rano.

Jakie jest wyjście z sytuacji? 


  • Przerzucić się na szampony naturalne np. vianek, sylveco, biolaven - te, które zawierają naturalne detergenty. Na początek nie na każde mycie, spróbujcie je systematycznie wprowadzać do pielęgnacji.
  • Zadbać o odpowiednie nawilżenie skóry głowy - żel lniany, żel aloesowy. Nawilżona skóra, to zadowolona skóra.
  • Wykonywać peelingi skóry głowy - proponuję na początek glinki - są delikatne dla skóry głowy, a naprawdę dobrze ją oczyszczają. 
  • Nie dotykać włosów.
  • Dbać o higienę szczotki i poduszkę.

     Jeżeli żaden z tych punktów nie jest przyczyną Twojego problemu, prawdopodobnie czas wybrać się do lekarza. Powoli ruszam z włosingową serią na moim blogu, wszystko będzie linkowane do zakładki - włosing TUTAJ. Nie jestem specem od włosów (jeszcze :D), ale powoli do tego dążę. Mega mnie ten temat kręci, cały czas się uczę i korzystam z wielu źródeł.

grupa włosing na facebooku
książka "Włos doskonały"


Co sądzicie o tym wpisie? Macie problem z przetłuszczającą się skórą głowy? 

środa, 4 października 2017

Jesienny,naturalny, kosmetyczny niezbędnik.

Jesienny,naturalny, kosmetyczny niezbędnik.


     Jesień nadeszła pełną parą. Nie jest to moja ulubiona pora roku, chociaż tym razem za cel postawiłam sobie polubienie jej, tak bardzo jak się da. Na wszystkie sposoby próbuję umilić sobie te deszczowe, ponure dni. Wiadomo, nie obejdzie się bez takich dodatków jak świece zapachowe, ciepłe skarpetki, ulubiona herbata i ogromny koc. Oprócz tego warto zaopatrzyć się w świetne i naturalne kosmetyki. Moje półki są stopniowo zaopatrzane na nowo i pojawia się w nich coraz więcej naturalnych produktów. Nie jest to łatwe, przy takiej ilości zapasów, ale jakoś już to idzie. :) Przedstawiam wam mój jesienny niezbędnik tej jesieni! :)

     Znalazły się tu dwa płyny micelarne - jeden z biolaven, który już opisywałam na blogu, a drugi z polnego warkocza, którego używania już nie mogę się doczekać! Biolaven sprawuje mi się super, nie spodziewałam się, że naturalny płyn micelarny będzie mi się tak dobrze sprawdzać. :)
Do buzi jest jeszcze emulsja oczyszczająca Alterra, którą bardzo lubię, dobrze oczyszcza buzię, nie podrażnia, nie przesusza. Oprócz tego znalazł się też peeling enzymatyczny sylveco, który testuję od niedawna. Ma bardzo specyficzny zapach i konsystencję, ale działa nawet fajnie. Oprócz tego znalazły się też maseczki Tony Moly z serii I'm real, które testuje cały czas. :) Jak na razie najfajniej sprawdziła mi się wersja z ryżem. :)

     Nie mogło oczywiście zabraknąć produktów do włosów. Mój pierwszy naprawdę łagodny szampon - z syleco. Jestem z niego bardzo bardzo zadowolona, na pewno do niego jeszcze wrócę. Jako odzywkę wybrałam miniaturkę z o'herbal, która została mi jeszcze po wakacjach. Na pewno ją zużyję, bo zapachem przypomina mi lato. Maska która jest w niezbędniku, to maska drożdżowa Bani Agafii. Uwielbiam jej produkty do twarzy i włosów, więc i tą maskę mega lubię. Jest dość rzadka, ale przepięknie pachnie i super działa na włosy! :) Do włosów znalazła się też.... różowa glinka! :D Tak właśnie :) Do czego? Oczywiście do peelingu skóry głowy o którym na pewno jeszcze tu usłyszycie. Do tego do olejowania oczywiście dwa oleje etja, które są obecnie w moim użyciu. Jeden z nich to olej z pestek arbuza, a drugi z pestek granatu. Oba świetnie sprawdzają mi się na włosy. :)

     Do ciała znalazło się tu najmniej produktów i bez bicia przyznaję, że o ile w przypadku buzi i włosów zwracam uwagę na składy to w przypadku ciała jeszcze nie koniecznie. Tak czy siak, znalazł się tu balsam do ciała LUSH - Sleepy, który jest przecudowny. Pokochałam go od pierwszego użycia i już chcę więcej! :) Pomadka z sylveco, która jest świetna, ale nadal muszę się zaopatrzyć w tą z peelingiem. Ostatnia rzecz dla ciała, to kula do kąpieli LUSH w kształcie robota. Wiadomo, że jesienią długie kąpiele są najfajniejsze. Mam nadzieję, że stopniowo wszystkie produkty będą się pojawiać na blogu w recenzjach.:) Wiele z nich już poznałam, mam swoje pierwsze odczucia, ale posty lubię pisać na podstawie dłuższych obserwacji i efektów. :)

Macie swoje niezbędniki na jesień? :)

niedziela, 1 października 2017

Projekt denko - wrzesień.

Projekt denko - wrzesień.

     Kolejny projekt denko! Ten miesiąc zleciał mi niesamowicie szybko, więc denko jakieś takie skromne. Na wakacyjny wyjazd wzięłam ze sobą niezbędne minimum, więc nie za wiele udało mi się zużyć. Tak czy siak jestem zadowolona, miejsce na półkach się pojawia a nowe nawyki jak regularne balsamowanie ciała już są :).


Szampon Barwa, Czarna Rzepa - tak samo jak poprzedni szampon z Barwy ten jest dla mnie za mocny, oczyszcza włosy, ale następnego dnia są one przetłuszczone.
Szampon Garnier, Magiczne olejki - spodobał mi się zapach, sam szampon dość gęsty, jak na drogeryjny to całkiem spodobał się moim włosom.
Żel pod prysznic, ISANA, Hello Spring - jeden z ulubionych zapachów isany, idealnie wiosenny, mocno brzoskwiniowy zapach.
Żel pod prysznic, Cien - używałam go jako płyn do kąpieli, wytwarzał dużo piany, całkiem fajny za grosze.


Balsam do ciała Balea - słabo nawilżał, opakowanie piękne, zapach fajny na lato.
Balsam do ciała Avon, skin so soft - bardzo go polubiłam, mocno nawilżał, przepięknie pachniał.
Peeling do stóp Avon, foot works, sugar lime mojito - fajny na lato, dobrze działał.
Mleczko do ciała 3w1, Yves Rocher - chyba ulubieniec miesiąca, przepiękny zapach, ciekawa konsystencja, wydajne, dobre nawilżenie.


Krem do cery trądzikowej, snails garden - miałam go resztkę na przetestowanie, słabo się sprawdził. Używałam go na pojedyncze krostki, ale raczej nic z nimi nie robił. Na całą buzię za ciężki, po jakimś czasie zapychał :(.
Wcierka Jantar - stosowałam długo, bardzo fajny zapach, nie obciąża skóry głowy, poprawia kondycję cebulek.
Żel micelarny z peelingiem, ziaja - mi przesuszał skórę,ostatecznie zużyła go moja mama i była dość zadowolona.
Antyperspirant Isana - dobrze spełniał swoją rolę, kupię znów.
Olej z pestek arbuza, etja - super dla kręconych włosów, chociaż na prostych też super się sprawdzał. Szkoda, że nie pachniał jakość ciekawiej :D. Oleje z etja kocham :)


Chusteczki do demakijażu, bebeauty - do demakijażu się nie nadają, co najwyżej do odświeżenia buzi.
Maska Tony Moly I'm real wersja z ryżem - w końcu maseczka z tej serii, która super mi się sprawdziła, oczyściła, nie przesuszyła - polecam.
Maska Holika Holika Makgeolli - kolejny maseczkowy ulubieniec! Świetnie wyrównała koloryt, rozświetliła przebarwienia i nawilżyła.
Maseczka peel-off, bielenda - średniak, dam jej jeszcze jedną szansę. Na razie nie piszę więcej.
Balsam do ust, Carmex - wersja podstawowa - uwielbiam go! Świetnie ratuje suche usta, ma przyjemny smak, mega wydajny.
+ sporo próbek - żadna z nich nie zaskoczyła mnie jakoś mega pozytywnie oprócz kremu biolaven.

Denko oceniam na średnie, mam nadzieję, że w październiku będzie lepiej. :)
Copyright © 2016 małe życie , Blogger