wtorek, 2 stycznia 2018

kolejna porcja maseczek tony moly, seria i'm real


   Testowanie maseczek idzie mi coraz lepiej, a zapasy znacząco się uszczupliły. Maseczka na buzie stała się rutyną i w te lepsze, i gorsze dni. Przy regularnym ich stosowaniu można naprawdę zauważyć znaczącą poprawę kondycji cery. Dziś przychodzę z recenzją kolejnych 3 masek z serii tony moly, teraz zostały mi już tylko 3, więc przed wami tylko jeden post z tą serią :D.


tea tree
Drzewo herbaciane chyba każdemu od zawsze kojarzy się z działaniem antybakteryjnym. Olejki, toniki i głównie serie dla młodzieży. Ostatnio miałam jakieś małe problemy skórne więc bez wahania sięgnęłam po tą wersję. Płachta była tak mocno nasączona jak chyba nigdy.. Nie wiem jak to jest, że gramatura ta sama, a ja za każdym razem mam inne odczucia. Maseczka pachniała przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Dobrze dopasowała się do buzi i pomimo tego, że prawie z niej kapało to nie spływała i nie trzeba było jej poprawiać. Po ok 25 minutach ściągnęłam płachtę, efekt był zadowalający. Zaczerwienienia uspokojone, cera lekko nawilżona i ujędrniona. Niestety ta wersja również zostawiała lepką warstwę - mi to nie przeszkadza. Jestem z tej wersji zadowolona oceniam ją mocne 4/5.


avocado
W tej maseczce pokładałam duże nadzieje,  sama nie wiem dlaczego, ale założyłam, że będzie ona świetna. Niestety trochę mnie rozczarowała. Miała to być wersja odżywcza, a ja jakoś zaniedbałam ostatnio pielęgnacje w tym całym świątecznym zamieszaniu, więc stwierdziłam, że ta maseczka da mojej buzi kopa :P. Niestety efekty były marne. Nie mogę powiedzieć, że wcale ich nie było, buzia była lekko nawilżona i odżywiona, ale efekt szybko znikł i nie był jakiś mocny. Efekt lepkiej skróty, typowy dla tej serii. Zapach neutralny. Taki średniaczek, daje jej 3/5.


wodorosty
Najfajniejsza wersja, która przyniosła naprawdę efekt wow. Stawiam ją na podium razem z wersją ryżową. Skóra była świetnie oczyszczona, wszystkie zaczerwienienia widocznie zmalały. Skóra nie była podrażniona, ani przesuszona, za to była rozjaśniona, lekko nawilżona i gładziutka. Efekt utrzymywał się nawet następnego dnia, a jakieś drobne krostki dużo szybciej się goiły. Niestety tyle razy o tej lepkiej warstwie, ale wiem, że sporo z was zwraca na to uwagę. W tej wersji również obecna, mi to totalnie nie przeszkadza.  Oceniam ją na 5/5 i zajmuje honorowe miejsce na podium, zaraz obok wersji ryżowej. 


Powoli przymierzam się go zorganizowania rozdania, muszę tylko wrócić do systematyczne pracy i ogarnąć parę rzeczy. Dajcie koniecznie znać jakie produkty chciałybyście zobaczyć w rozdaniu :) 

26 komentarzy:

  1. nie przekonują mnie te maseczki jak dla mnie za bardzo wychwalane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie na blogu pojawiają się tylko rzetelne i prawdziwe recenzje :) skoro są tak wychwalane to może po prostu działają? chyba nie warto się aż tak doszukiwać oszustw :)

      Usuń
  2. ciekawią mnie te maseczki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też zapasiki maseczkowe zmalały ponieważ systematycznie zaczęłam w końcu używać maseczek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Totalna z Ciebie maseczkoholiczka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację "Przy regularnym ich stosowaniu można naprawdę zauważyć znaczącą poprawę kondycji cery" też to zauważyłam odkąd regularnie stosuję maseczki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi akurat z tej trójki z tego co pamiętam najbardziej przypadła ta z Avocado :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe maseczki. Jeszcze ich nie miałam:D

    OdpowiedzUsuń
  8. jak zużyję zapasy masek Holika Holika i Etude House to sięgnę po Tony Moly :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaciekawiła mnie wersja z wodorostami :) na pewno ją kupię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatnia u mnie zagości bo sprawdziła się najlepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oprócz tego polecam najbardziej wersję ryżową :)

      Usuń
  11. Myślę, że ta z wodorostami by się u mnie sprawdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Na pewno na którąś się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam maseczki :) Ciekawa jestem tej z wodorostami :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 małe życie , Blogger