piątek, 19 stycznia 2018

Jesienno-zimowe zapachy aril

Jesienno-zimowe zapachy aril

Moja świeczkowa miłość się rozwija i nawet ze spożywczego (czytaj Biedronka) nie mogę wyjść bez świeczek :D. Dzisiaj przedstawię wam dwie świece, a właściwie świeczuszki, które dostępne były w biedronce przed świętami. Do wyboru były trzy warianty zapachowe - ja wybrałam jabłko-cynamon i zimowy las, oprócz tego był jakiś waniliowy zapach. Były też dwie wielkości - te maleństwa i ogromne świece ponad 500g. Cenowo wypadały naprawdę tanio, w porównaniu ze świecami najpopularniejszych marek. A jak się sprawdziły? :) 


Zimowy las
Ten zapach bardzo mnie ciekawił, nie bardzo lubię zapachy typowo leśne, bo niestety często kojarzą mi się z odświeżaczami. Od dawna marzę o zapachu igieł, mokrego drewna i mroźnego wiatru. Od razu powiem, że ten zapach nie spełnił moich zachcianek, ale wypadł bardzo pozytywnie. Ciężko mi opisać ten zapach, jest w nim trochę lasu, ale nie takiego z odświeżaczy, tylko bardziej naturalnego. Co mnie zadziwiło, to duża ilość słodyczy w tym zapachu - naprawdę nie tego się spodziewałam! Jeżeli chodzi o moc, bardzo pozytywne zaskoczenie! Taki maluszek, a czuć go było bardzo, bardzo mocno! Nie tylko w moim pokoju, zapach roznosił się dalej. :) Żadnych problemów przy paleniu, piękny basenik pojawił się dość szybko! Serdecznie polecam :) 


Jabłko-cynamon
Ten zapach z założenia miał mi się spodobać bardziej! Uwielbiam owocowe i słodkie zapachy, dodatki przypraw korzennych również. Paliłam ją w drugiej kolejności, po zimowym lesie, więc oczekiwałam od niej super mocy! Niestety nie wiem co się stało, może mam jakiś felerny egzemplarz, ale moc była słabiutka. Nie wiem skąd takie zróżnicowanie w mocy, ale trochę mnie to zawiodło. Zapach pomimo tego, że bardzo słabo wyczuwalny, był bardzo przyjemny. Kojarzył mi się z pieczonymi jabłkami, oprószonymi przyprawami. :) 

Podsumowując, uważam, że te świece za tą cenę spisały się nieźle. Nie wiem skąd wynika taka różnica w ich mocny, ale zielony las naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył! :) A wy kupujecie świece "tanich" marek? Czy stawiacie na ulubioną markę? :) Chciałam też zaznaczyć, że chwilowa przerwa była spowodowana niczym innym jak oczywiście nadchodzącymi zaliczeniami. Od przyszłego tygodnia jestem tu na bieżąco, pamiętajcie też o zbliżającym się rozdaniu! :) Teoretycznie zaplanowane jest w okolicy 150 obserwatora, ale zobaczymy jak to rozłoży się czasowo. :)

Jeżeli macie dosłownie 3 minutki czasu, proszę o wypełnienie ankiety :) Wszystko w temacie kosmetyków :D >klik<

czwartek, 4 stycznia 2018

Giga denko na koniec roku! Zużycia z listopada i grudnia.

Giga denko na koniec roku! Zużycia z listopada i grudnia.

W listopadzie jakoś nie potrafiłam zebrać się, żeby przygotować denko, za to w tym miesiącu przychodzę ze zużyciem końcówki roku! Powiem wam, że jestem ogromnie dumna z tego ile produktów udało mi się zużyć. Co prawda zapasy już trochę się uzupełniły, głównie przez paczki z dresscloud, ale zużycie zawsze cieszy! :) Nie będę tym razem opisywać wszystkich produktów, bo ten post byłby za długi. :) 


W tej kategorii, cała masa produktów pod prysznic :). Moi ulubieńcy miesiąca - dwa żele pod prysznic od yves rocher. Nigdy bym nie pomyślała, że polubię zapachy z ziołowymi dodatkami, a w tych się zakochałam. Szkoda tylko, że żele mają w składzie silne detergenty. Przeczytacie o nich w ulubieńcach >klik<.  Ogromnym bublekiem okazał się płyn do kąpieli avon, wygląda przeuroczo. Niestety jego zapach był ledwo co wyczuwalny, po wlaniu do wanny prawie wcale. Oprócz tego, ta buteleczka starczyła mi tylko na kilka razy :( bubel!


Tutaj ogromnie pozytywnym zaskoczeniem okazał się dezodorant isana, za który zapłaciłam jakieś grosze, a sprawdzał się świetnie. Przepięknie pachniał i dobrze chronił przed potem. Odżywka pod prysznic z LUSH o której przeczytacie tutaj >klik< była wspaniała, podzieliłam się nią z Justyną i z tego co wiem, również ją polubiła. Udało mi się zużyć trzy kremy do rąk, co okropnie mnie cieszy, oczywiście, to nie tak, że zużyłam je jeden po drugim, po prostu miałam parę otwartych. Niestety z kremami do rąk tak mam, są wszędzie :P


Emulsja do buzi z alterry była długo moim ulubieńcem, niestety w końcu wykończyłam tubkę, a produkt wycofali z rossmana, przeczytacie o niej tu >klik<. Krem i tonik z evree to takie średniaczki, nie mam in nic do zarzucenia, ale raczej nie wrócę. Korektor z essence okazał się świetny, krycie ma równie dobre co camouflage z catrice :). 


Moja ulubiona kategoria, czyli saszetki! :D Udało mi się zużyć masę próbek, niestety jedna z nich mnie okropnie uczuliła i mowa tu o kremie pod oczy cosnature. Reszta okazała się w porządku, zużyłam je z przyjemnością. Maseczki opisane były ostatnio >klik<, maseczkę na usta opisałam tu >klik<. Oprócz tego udało mi się zużyć sporo odsypek i końcówek wosków, co również bardzo mnie cieszy.


Podsumowując - z denka jestem ogromnie zadowolona. Mam nadzieję, że nadchodzące miesiące przyniosą równie obfite testy i zużycia! :) 

wtorek, 2 stycznia 2018

kolejna porcja maseczek tony moly, seria i'm real

kolejna porcja maseczek tony moly, seria  i'm real

   Testowanie maseczek idzie mi coraz lepiej, a zapasy znacząco się uszczupliły. Maseczka na buzie stała się rutyną i w te lepsze, i gorsze dni. Przy regularnym ich stosowaniu można naprawdę zauważyć znaczącą poprawę kondycji cery. Dziś przychodzę z recenzją kolejnych 3 masek z serii tony moly, teraz zostały mi już tylko 3, więc przed wami tylko jeden post z tą serią :D.


tea tree
Drzewo herbaciane chyba każdemu od zawsze kojarzy się z działaniem antybakteryjnym. Olejki, toniki i głównie serie dla młodzieży. Ostatnio miałam jakieś małe problemy skórne więc bez wahania sięgnęłam po tą wersję. Płachta była tak mocno nasączona jak chyba nigdy.. Nie wiem jak to jest, że gramatura ta sama, a ja za każdym razem mam inne odczucia. Maseczka pachniała przyjemnie, ale bardzo delikatnie. Dobrze dopasowała się do buzi i pomimo tego, że prawie z niej kapało to nie spływała i nie trzeba było jej poprawiać. Po ok 25 minutach ściągnęłam płachtę, efekt był zadowalający. Zaczerwienienia uspokojone, cera lekko nawilżona i ujędrniona. Niestety ta wersja również zostawiała lepką warstwę - mi to nie przeszkadza. Jestem z tej wersji zadowolona oceniam ją mocne 4/5.


avocado
W tej maseczce pokładałam duże nadzieje,  sama nie wiem dlaczego, ale założyłam, że będzie ona świetna. Niestety trochę mnie rozczarowała. Miała to być wersja odżywcza, a ja jakoś zaniedbałam ostatnio pielęgnacje w tym całym świątecznym zamieszaniu, więc stwierdziłam, że ta maseczka da mojej buzi kopa :P. Niestety efekty były marne. Nie mogę powiedzieć, że wcale ich nie było, buzia była lekko nawilżona i odżywiona, ale efekt szybko znikł i nie był jakiś mocny. Efekt lepkiej skróty, typowy dla tej serii. Zapach neutralny. Taki średniaczek, daje jej 3/5.


wodorosty
Najfajniejsza wersja, która przyniosła naprawdę efekt wow. Stawiam ją na podium razem z wersją ryżową. Skóra była świetnie oczyszczona, wszystkie zaczerwienienia widocznie zmalały. Skóra nie była podrażniona, ani przesuszona, za to była rozjaśniona, lekko nawilżona i gładziutka. Efekt utrzymywał się nawet następnego dnia, a jakieś drobne krostki dużo szybciej się goiły. Niestety tyle razy o tej lepkiej warstwie, ale wiem, że sporo z was zwraca na to uwagę. W tej wersji również obecna, mi to totalnie nie przeszkadza.  Oceniam ją na 5/5 i zajmuje honorowe miejsce na podium, zaraz obok wersji ryżowej. 


Powoli przymierzam się go zorganizowania rozdania, muszę tylko wrócić do systematyczne pracy i ogarnąć parę rzeczy. Dajcie koniecznie znać jakie produkty chciałybyście zobaczyć w rozdaniu :) 
Copyright © 2016 małe życie , Blogger